Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim cz. II - HTC Desire 816 do wygrania!

Drodzy uczestnicy!

Przed Wami część druga naszej opowieści. Zwycięskie zgłoszenie buszkova publikujemy na początku, po nim następuje kolejny rozdział prosto spod ręki naszego autora. 

Tym samym zaczynamy kolejny etap!

Tym razem do wygrania będzie HTC Desire 816.

Macie czas do 1.12.14 do godz 23.59.

Nasza prośba i porada, żeby w tym etapie, zgłoszenia były trochę krótsze i opierające się raczej na błyskotliwej, szybkiej puencie, niż długiej scenie dialogowej.

Niech wygra najlepszy!
Zwycięskie zakończenie buszkova:

Sadowski i Sławek jednocześnie doskoczyli do Mirka, wyciągnęli latarki i zajrzeli pod łóżko. Przy ścianie, pomiędzy metalowymi nogami leżały jakieś ubrania, złożone w idealną kostkę. Nic dziwnego, że Mirek zauważył je dopiero teraz, choć tyle czasu spędził przy łóżku – ciemna odzież wtapiała się w kolor wykładziny. Sadowski wyciągnął ubrania spod łóżka i ze złością rozrzucił je po pokoju. Czarne spodnie i długa koszula z wieloma guzikami wylądowały w kałuży krwi.- Przebrał się, cholera! – wrzeszczał na całe gardło, raz po raz rzucając przekleństwami. — My ciągle szukamy kogoś podobnego do księdza, a on się przebrał! Wyszedł stąd inaczej ubrany i dlatego nikt go nie zauważył! Krew mnie zalewa, jak pomyślę, że mogliśmy go minąć, kiedy szliśmy do Marriotta!

Sadowski chciał wyrzucić z siebie całą nienawiść, jaką poczuł do sprawcy, ale nie zdążył. Przerwał mu dzwonek jego telefonu.

— Czego? – wyrzasnął w słuchawkę.

— Szefie – powiedział przestraszony męski głos – Tu Przemek. Jestem w Polonii. Przeszukaliśmy dokładnie pokój i za obrazem znaleźliśmy kopertę. Co mam z nią zrobić?

— Otwórz ją! – rozkazał ostro Sadowski i przełączył się na głośnik. – I czytaj.

— Są dwie kartki – rzekł Przemek, kiedy wreszcie uporał się z kopertą. – Na pierwszej jest jakiś tekst, ręcznie napisany. Cytuję: „Kradłem nawet pięć centów i większość tej forsy wydałem na dobre ciuchy, wykwintne jedzenie, luksusowe apartamenty, fantastyczne panienki, drogie gabloty i inne przyjemności życia”. Na drugiej, też odręcznie: „Uciekają z kraju kochanego, wprost w ręce Charona”.

— Tomek, tam też jest jakaś koperta – powiedział Sławek, wskazując palcem na stertę ubrań. Pomiędzy koszulą i spodniami leżała czarna koperta, którą trudno było w ogóle dostrzec.

— Dzwoń, jeśli dowiecie się czegoś nowego – zakończył rozmowę Sadowski i sięgnął po kopertę.

W środku znajdowały się dwie białe kartki, zapisane równym, ozdobnym charakterem pisma. Na pierwszej z nich autor-sprawca napisał: „W ciągu pięciu lat porzuciłem więcej ubrań, niż niejeden człowiek zdoła zebrać przez całe życie. Byłem zwinniejszy niż piskorz”.

— Wiem, skąd to jest – rzekł Mirek. – To cytat z książki „Złap mnie jeśli potrafisz”. Tak samo ten z Polonii. Wiedziałem, że skądś go kojarzyłem. A co jest na drugiej?

- „Posłaniec bogów biegnie do Iustitii, by otrzymać sprawiedliwą zapłatę” – przeczytał Sławek.

— Pogrywa sobie z nami – wykrzyczał Sadowski, przeplatając swoją wypowiedź licznymi ostrymi przekleństwami. – Wskazówki nam zostawia! Chce, żebyśmy go złapali? Proszę bardzo, ale wtedy to ja się z nim zabawię tak, że będzie błagał o śmierć.

— Uspokój się – powiedział Sławek, zachowując zimną głowę. – Musimy rozwiązać te zagadki, żeby go w końcu dorwać.

— Dobrze – rzekł Sadowski próbując opanować nerwy. – Porównajmy tę pierwszą zagadkę z tym, co już wiemy. Jak to było…?

- „Uciekają z kraju kochanego, wprost w ręce Charona” – zacytował Sławek.

— Jak Polacy wyjeżdżają z kraju, to stają się polonią – analizował Sadowski. – Dał znak, że zabójstwo będzie w Hotelu Polonia. A Charon przewoził ludzi przez Styks za obola, stąd moneta w ciele.

— Idąc tym tropem – zamyślił się Mirek – kolejna wskazówka wskaże nam kolejne miejsce, tak?

— Dokładnie – potwierdził Sadowski. – „Posłaniec bogów biegnie do Iustitii, by otrzymać sprawiedliwą zapłatę”… Iustitia to rzymska bogini sprawiedliwości.

— Była Biblia, była mitologia grecka, teraz jest rzymska – spostrzegł Sławek.

— W mitologii rzymskiej posłańcem bogów był…

Sadowski nie dokończył. Szybko wyciągnął telefon i wybrał numer.

— Halo?! Karolina?! Wyślij ludzi do Hotelu Mercure! Niech przejrzą listę gości, obserwują, kontrolują wszystkich! Natychmiast! Będziemy tam za pięć minut.

***

Zbliżała się godzina piąta. Zimowe słońce leniwie wstawało, ruch na ulicach stawał się coraz większy. Bezdomni i pijacy chowali się do swoich nor niczym szczury, a ich miejsce zajmowali ci, którym poszczęściło się w życiu i mają przynajmniej dach nad głową.

Sadowski siedział w samochodzie i popijał kawę. Kolejna nieprzespana noc dawała mu się mocno we znaki. Chciał się zdrzemnąć chociaż przez chwilę, lecz nie mógł przestać myśleć o morderstwach. Próbował zrozumieć, jakie motywy mógł mieć sprawca, ale żadne wytłumaczenie nie było wystarczające. Wydawało się mało prawdopodobne, że zabójca jest niepoczytalny, bo przecież zostawiał te wskazówki, a więc musiał mieć obmyślony plan. A ktoś, kto postradał zmysły, nie zachowuje się w ten sposób.

Przerażające, że ludzie są zdolni do takich rzeczy. Kim trzeba się stać, żeby zabijać dla zabawy? Nieważne, że to prostytutki, z którymi przecież policja walczy. To też zwykłe kobiety, które najczęściej nie z własnej woli muszą handlować swoim ciałem.

Z zamyślenia wyrwał go Sławek, który wrócił sprzed wejścia do Hotelu Mercure. Widać było po nim, że ma dość tej nocy i chciałby, żeby ta sprawa już się zakończyła. Zresztą, wszyscy by tego chcieli.

— Na razie go nie widać – wychrypiał. – Musimy czekać. Myślisz, że przyjdzie?

— Nie wiem – odparł Sadowski. – Ale innego pomysłu nie mam.

Rozległ się dzwonek telefonu.

— Tak, Karolina?

— Mam złe wieści – powiedziała młoda inspektor drżącym głosem. – Znaleziono kolejną martwą prostytutkę. Tym razem w burdelu „Cacko z dziurką”. Ofiara miała 25 lat, niedawno zaczęła tam pracę. Sprawca najpierw ją udusił, wydłubał oczy, a potem napisał krwią na ścianie: „Bóg handlarzy ślepą sprawiedliwością osądzi tych, którzy sprzedają swoje ciało”.

— Zrozumiałem – odparł spokojnie Sadowski. Zupełnie zapomniał, że Merkury był uważany nie tylko za posłańca, ale też za boga handlu i kupiectwa.

A zdawało im się, że są już tak blisko.

— Już tam jedziemy.

 

 NIESKOŃCZONA OPOWIEŚĆ Z MICHAŁEM WITKOWSKIM cz. II

  „Cacko z dziurką” stało dumnie w polu przy wiecznie zakorkowanej drodze na Konstancin. Najbardziej prestiżowe pole w Polsce. Najdroższe metry kwadratowe. Była to pretensjonalna budowla imitująca pałacyk (ale z plastikowymi oknami i dachówką), stojąca na płaskim polu żużlu i otoczona równie pretensjonalnym płotem, przerywanym czasami kolumnami i amorkami. Obok w polu stały nagle rzeźby Matek Boskich, krzyży i krasnali oraz potężny bilbord reklamujący okna i drzwi. Dalej swoją siedzibę miała firma „Śmiertex”, więc w polu stały nagrobki i znowu zamyślone amorki, a podobno nawet wszystkie trzy firmy (burdel, okna i nagrobki) miały tego samego właściciela, niejakiego Jada (mianownik: Jadu).

Piąta rano to była pora, kiedy wyjątkowo droga na Konstancin nie była całkiem zakorkowana, przynajmniej w kierunku Konstancina. Przed burdelem sytuacja była następująca: zwykle stojące tam i czekające na swoich klientów taksówki znikły. Zostały tylko dwa potężne czarne samochody.

— O kurwa, oni puścili klientów do domu! No to mamy przesrane! Jak my ich teraz znajdziemy?

— Ciesz się, jeśli dziewczynki zostały, bo może i je puścili, przecież wiesz, że one się boją policji… - Sadowski zaparkował przed bramą. W szarym świcie włączyły się światła i ukazały ten plastikowy pałac stojący surrealistycznie w polu, wśród mgieł. Sławek był tu raz incognito i teraz umierał ze strachu, że ktoś w nim rozpozna klienta. Weszli na podwórko.

Z burdelu wciąż wychodzili i wchodzili do niego ludzie, prawdopodobnie właśnie pieczołowicie zacierając wszystkie ślady. Nie bardzo wiedzieli, z kim rozmawiać, w końcu zaczepili kobietę, która wyglądała jak współczesna, ulepszona komputerowo wersja burleskowej burdel — mamy. Już nie solarium, różowe kolczyki i czarna, skórzana kurtka oraz takaż miniówka. Już na blado, na szaro.

Wchodziło się do czegoś w rodzaju barku, urządzonego jak sen szalonego cukiernika. Wszystko na biało i na antyk, do tego wielkie plazmy wiszące na złoconych ścianach, kolumienki, amorki, rzeźby przedstawiające gołe kobiety bez rąk. Obok była sala z fotelami, plazmą i miseczką czipsów, orzeszków… „Tu taksówkarze mogą poczekać na swoich klientów” - wyjaśniła burdel mama.

— Gdzie są dziewczyny?

— A na piętrze, siedzą, są w szoku!

Dziesięć dziewczyn w strojach Mikołajów siedziało w zupełnym milczeniu. Bił od nich ostry zapach przetrawionego alkoholu, perfum, potu, seksu i papierosów. Bo wszystkie paliły jednego za drugim. Spojrzały na Sławka i Sadowskiego, którzy uchylili drzwi. Bez zainteresowania. Sławek starał się rozpoznać wśród nich dziewczynę, z którą był. Nie potrafił. Wśród dziewczyn jest duża migracja.

— A gdzie… - Sadowski skrzywił się na samą myśl, co zastaną na miejscu zbrodni.

— Tam. — Burdelmama pokazała schody na górę. Czerwone dywany z wypalonymi dziurami od papierosów.

 

Sadowski pomyślał nagle, że skoro nie rozpoznał tej „swojej” dziewczyny w pokoju, to może rozpoznać ją w ofierze. Po chwili nie miał już takich złudzeń. Ofiary nikt nie mógłby rozpoznać. Chociaż to mięso mogło kiedyś być „jego” dziewczyną.

Byłem w łóżku z mięsem. — pomyślał.

— Ja rozumiem, że da się wymknąć niezauważenie z hotelu, gdzie jest wiele anonimowych pokoi, ale jak mu się to udało tutaj? Musiał przecież zapłacić i dopiero wyjść. Nie macie kamer?

Burdel mama zrobiła markotną minę.

— No i zapłacił… Zarżnął ją, a potem poszedł na dół, grzecznie zapłacił gotówką i poszedł. A Anka nie wracała. Na początku to nikogo nie dziwiło, bo dziewczyna ma obowiązek po seksie posprzątać, zmienić pościel i ręczniki. No ale Aldona już chciała do tej ósemki iść, jedyny wolny pokój, straszny dzisiaj był ruch, bo dziewczyny występowały w strojach Mikołajów… Taka atrakcja…

— No i?

— No i Aldona poszła tam, na dodatek ze swoim klientem… Drzwi były otwarte… A co zobaczyli, sami widzicie…

— Poznałaby go pani? Znaczy się, mordercę?

— Kiedy to była ona.

— Ona?!

— No, lesba. Duża, siwa, barczysta lesba.

— Czyli co, przebranie?

— Czy to mógł być przebrany facet? Teraz, jak tak myślę, to chyba wydaje mi się… Zaraz, zobaczymy, co jest na kamerach, sami zobaczycie.

— Lesby do was też przychodzą?

— Rzadko, ale jak jest impreza z przebraniem, to czasem się zdarza. Na hallowen jak mieliśmy imprezę kostiumową w stylu sado maso, to przyszły dwie.

— To niech pani pójdzie załatwić nagrania z monitoringu, a my rozejrzymy się po pokoju.

— Proszę tylko… Zanim nie przyjedzie Jadu…

 

Strój Mikołaja leżał porzucony niedbale na foteliku, broda — na podłodze. W pokoju pachniało wszystkim tym, czym w reszcie burdelu, a do tego krwią i mięsem. Sadowski poczuł mdłości. Sławek patrzył na zmasakrowaną twarz dziewczyny i zastanawiał się, czy ją rozpoznaje.

— Przecież tu jest taka rzeź, że on musiał być cały ujebany krwią!

— Ona.

— Nie ważne. Nie mógł stąd wyjść czysty.

— A wyszedł… - Sadowski pokazał zakrwawiony fartuch i ochraniacze na buty. Takie, jak w muzeach, jak w szpitalach.

— Czy ta noc nigdy się nie skończy? — Sławek poczuł, że mu słabo.

 

 

 

 

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Nieskończona opowieść:

Nieskończona Opowieść - ostatni etap (rozwiązanie)