Czy pisarzy zastąpią algorytmy i roboty?

Pisarz, bloger i dziennikarz - zawody bez perspektyw? (Fot. Weburbanist.com)

Pisarz, bloger i dziennikarz - zawody bez perspektyw? (Fot. Weburbanist.com)

Jednym z eksponatów, udostępnionych w czasie wystawy "Die Erschaffung der Welt" w Muzeum Żydowskim w Berlinie jest od niedawna robot, który przez dziesięć godzin dziennie przepisuje Torę. Robot kopista ma już na koncie inną, świętą księgę – w 2012 roku uruchomiono go w katedrze w Trewirze, gdzie przez dziewięć miesięcy przepisywał Biblię, kreśląc w sumie ponad 2 mln znaków.

Dla niektórych była to profanacja, dla innych pokaz możliwości współczesnej technologii, jednak nie ulega wątpliwości, że robotyczne ramię, bezbłędnie przepisujące stare księgi to specyficzny znak naszych czasów.

Nie o sam fakt przepisywania tu chodzi, ale przede wszystkim o jego symboliczną wymowę: oto bezduszna maszyna podejmuje się czegoś, co przez długie wieki było zarezerwowane dla ludzi. A na dodatek robi to od nich szybciej i lepiej. Czy zatem pisarze, poeci i dziennikarze to zawody skazane na wymarcie?

Małpy piszą na klawiaturze

Robot przepisujący święte księgi. Sacrum czy profanum? (Fot. Regiando.com)

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać nie w rozważaniach nad człowieczeństwem i ludzkim geniuszem, ale w matematyce, a konkretnie w prawie wielkich liczb, znanym również jako prawo Bernoulliego:

Z prawdopodobieństwem dowolnie bliskim 1 można się spodziewać, iż przy dostatecznie wielkiej liczbie prób częstość danego zdarzenia losowego będzie się dowolnie mało różniła od jego prawdopodobieństwa.


Co to oznacza w praktyce? Z pomocą przychodzi tu kolejne twierdzenie, tym razem dotyczące małp – jeśli będzie ich dużo i będą losowo wciskały klawisze na klawiaturze, to prędzej czy później któraś z nich napisze w ten sposób wszystkie dzieła Szekspira.

Dla entuzjastów technologii może to zabrzmieć całkiem nieźle, jednak pojawia się pewien problem – liczba możliwych kombinacji. To, co w teorii może wydawać się sensowne, musi polec w konfrontacji z praktyką. Już w 2003 roku uruchomiono eksperymentalną (i nieistniejącą obecnie) stronę The Monkey Shakespeare Simulator, gdzie algorytm symulował pracę małp, wciskających losowe klawisze.

Tym, co udało się uzyskać przy posiadaniu skończonych, niewielkich zasobów były kilkunastoznakowe sekwencje, jak np. słowa „RUMOUR. Open your ears.”, czyli fragment sztuki Szekspira „Henryk IV”. Jak obliczył algorytm, osiągnięcie tego nad wyraz skromnego sukcesu zajęło wirtualnej małpie… 2 737 850 milionów miliardów miliardów miliardów lat.

Algorytm zamiast ślepego losu

Rozsądek podpowiada zatem, że nie tędy droga. Nawet niewyobrażalny dla współczesnego człowieka wzrost mocy obliczeniowej komputerów nie daje szansy na to, by w dającej się przewidzieć przyszłości maszyna, wpisując losowe znaki była w stanie stworzyć coś sensownego.

Czy w związku z tym dziennikarze mogą spać spokojnie i nie obawiać się, że maszyny niedługo zabiorą im pracę? Nic bardziej mylnego! Rewolucja nie tyle nadchodzi, co już nadeszła, co zauważyła niedawno m.in. Gabriela Jabłońska z serwisu Rynekpracy.pl:

(…) wiele profesji nie tyle zanika, co ulega metamorfozie. Przyczyną jest informatyzacja i automatyzacja produkcji.


Zwiastunem zmian były informacje giełdowe, generowane automatycznie w połowie poprzedniej dekady przez agencję informacyjna Thomson Financial. Opracowany przez nią algorytm nie tylko ubierał w słowa suche fakty, związane z wynikami różnych spółek, ale potrafił – na podstawie innych publikacji – oceniać czy uzyskane wyniki są lepsze od oczekiwań rynku.

Maszyna komentuje mecz

Maszyny potrafią skutecznie udawać, że są ludźmi (Fot. Doublemesh.com)

Kilka lat później, w 2011 roku algorytm sprawdził się w roli komentatora sportowego, tworząc kilkunastozdaniowe podsumowanie meczu footballowego dla kanału sportowego Big Ten Network. Twórcy oprogramowania – firma Narrative Science – ujawnili wówczas, że ich algorytmy pracują dla co najmniej 20 różnych klientów. Można zatem przypuszczać, że informacja o meczu nie była jedyną, jaka została w tamtym czasie stworzona przez maszynę.

Kolejna granica została przekroczona stosunkowo niedawno. Kilka miesięcy temu w serwisie internetowym gazety Los Angeles Times pojawiła się krótka informacja, dotycząca trzęsienie ziemi. Zawierała wszystko, co istotne dla czytelnika a do tego została napisana przez algorytm.

Nie był to wprawdzie tekst aspirujący do nagrody Pulitzera, ale właściwie nie można było do czegokolwiek się przyczepić. Treściwa notka zawierała wszystkie istotne informacje, była napisana w zrozumiały sposób a na dodatek podawała źródło, gdzie można było uzyskać dodatkowe szczegóły. Nie bez przyczyny Michał Gąsior, opisując kilka miesięcy temu w NaTemat.pl zawody bez perspektyw stwierdził:

Fotografowie, dziennikarze, nauczyciele, socjolodzy i rolnicy — czy będą nam jeszcze potrzebni? Reprezentowane przez nich profesje otwierają niechlubną klasyfikację zawodów bez przyszłości.

Alan Turing byłby zadowolony

Jak wiele człowieka w maszynie? (Fot. NYDailynews.com)

Technologia, pozwalająca zastąpić dziennikarzy już istnieje. Rzecz jasna krótka notka to nie to samo, co poruszający reportaż, ale i w tej materii obserwujemy od lat stały i wyraźny postęp. Mogłoby się wydawać, że maszynom brakuje tego wyjątkowego, ludzkiego pierwiastka – nie ma znaczenia czy nazwiemy go duszą, geniuszem, błyskotliwością czy jeszcze jakoś inaczej.

Chodzi jednak o fakt, że z punktu widzenia człowieka maszyny operujące słowem pisanym stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od innych ludzi.

Ponad pół wieku temu problem zdefiniował genialny brytyjski kryptolog i prekursor informatyki, Alan Turing, który wymyślił prosty sprawdzian, znany powszechnie jako test Turinga. Uczestnicząca w nim maszyna ma prowadzić z ludźmi konwersację za pomocą języka naturalnego, czyli takiego, jakim posługujemy się na co dzień w rozmowach z innymi ludźmi. Zadaniem uczestników testu jest odgadnięcie, czy mają do czynienia z algorytmem, czy z żywym człowiekiem.

Niedawno, podczas uroczystości z okazji 60. Rocznicy śmierci Alana Turinga, algorytm symulujący nastoletniego mieszkańca Ukrainy z powodzeniem wprowadził w błąd większość uczestników eksperymentu. I nie ma tu znaczenia, że nie miało to nic wspólnego z myśleniem ani ze sztuczną inteligencją – z punktu widzenia rozmówcy maszyna udawała człowieka wystarczająco przekonująco. Przed laty trafnie odniósł się do tego sam Alan Turing:

Niechęć do przyznania, że ludzkość może mieć jakichś rywali pod względem potęgi intelektu, występuje mocniej wśród intelektualistów niż wśród pozostałych ludzi – intelektualiści mają więcej do stracenia.

Maszyna tańsza od człowieka

Granica, oddzielająca maszyny od ludzi staje się zatem – przynajmniej w kwestii słowa pisanego – coraz mniej wyraźna. Istnieją już algorytmy, tworzące newsy, istnieją również takie, które z powodzeniem potrafią udawać ludzi. Dopracowanie istniejącej technologii wydaje się zatem jedynie kwestią czasu.

Nie bez przyczyny w San Francisco pojawiły się niedawno billboardy, ostrzegające, że zbyt wysoko wynagradzani pracownicy mogą zostać zastąpieni maszynami. Nawet, jeśli ostrzeżenie to w roku 2014 jest nieco na wyrost, to może dotyczyć przyszłości bliższej, niż się nam obecnie wydaje. A osobami, które będzie można zastąpić maszyną będą zarówno robotnicy, pracujący przy taśmach produkcyjnych, jak i dziennikarze.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Nieskończona opowieść:

Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim cz. II - HTC Desire 816 do wygrania! Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim - wyniki II etapu Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim - część I i kolejny etap! Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim - rozwiązanie pierwszego etapu Nieskończona Opowieść z Michałem Witkowskim – ZACZYNAMY Na styku literatury i technologii: od Gutenberga do kotów zmodyfikowanych genetycznie Ewolucja książki: audiobooki z wibracjami, orkiestrami i znanymi aktorami Nieskończona Opowieść - ostatni etap (rozwiązanie)